Piotr Susz, LOCURA ConsultingKonsolidacja w magazynie należy do tych tematów, które w praktyce operacyjnej mają znaczenie krytyczne, a jednocześnie bardzo często są traktowane jak poboczny fragment procesu. To poważny błąd. W dobrze działającym centrum dystrybucyjnym właśnie konsolidacja decyduje o tym, czy różne strumienie pracy da się zamknąć w jedną spójną, bezpieczną i ekonomicznie uzasadnioną jednostkę wysyłkową. Jeżeli ten obszar jest źle zaprojektowany, to nawet sprawne przyjęcie, dobrze ustawione składowanie i szybka kompletacja nie zagwarantują dobrego wyniku końcowego.
W praktyce oznacza to, że firma może przez wiele miesięcy analizować wydajność pickerów, inwestować w automatykę, wdrażać WMS, liczyć produktywność na roboczogodzinę, a mimo to dalej mieć problemy z opóźnieniami, uszkodzeniami, nadmiarem nośników, błędami na wydaniach czy zatorami na końcu procesu. Powód bywa ten sam: źle rozumiana albo w ogóle nieopisana konsolidacja w magazynie.
Czym właściwie jest konsolidacja? Najprościej mówiąc, jest to proces łączenia wielu elementów zamówienia, które pochodzą z różnych stref, są kompletowane w różny sposób i często mają zupełnie odmienną charakterystykę fizyczną, w jedną finalną jednostkę wysyłkową albo zestaw jednostek wysyłkowych. W ujęciu praktycznym konsolidacja zaczyna się wtedy, gdy jedna część zamówienia została skompletowana w jednej strefie, inna w drugiej, kolejna na palecie, a jeszcze inna w kuwecie, i trzeba to połączyć tak, aby klient dostał komplet, a magazyn nie produkował zbędnego chaosu i kosztów.
Brzmi prosto, ale w rzeczywistości ten obszar jest pełen pułapek. Po pierwsze, różne towary mają różne wymagania. Inaczej łączy się małe akcesoria skompletowane w kuwecie, inaczej kartony średniego gabarytu, inaczej palety, a jeszcze inaczej dłużyce lub towary specjalne. Po drugie, różne strefy pracują w różnym rytmie. Kompletacja małogabarytowa może kończyć zadania bardzo szybko, podczas gdy kompletacja z wysokiego składowania albo z placu zewnętrznego będzie wolniejsza i bardziej podatna na zakłócenia. Po trzecie, to właśnie w konsolidacji ujawnia się cała prawda o jakości projektu procesowego. Jeżeli nie przemyślano logicznie całego przepływu, zatory pojawią się właśnie tutaj.
W wielu organizacjach można spotkać się z błędnym podejściem, zgodnie z którym konsolidacja w magazynie jest po prostu ostatnią czynnością operatora pakowania. Taka logika czasem działa w prostych procesach, szczególnie tam, gdzie zamówienie ma niewiele linii, niewiele wyjątków i nie występuje realna wielonośnikowość. W bardziej złożonych operacjach jest jednak niewystarczająca. Gdy mamy sprzedaż wielokanałową, obsługę e-commerce, hurtu, retailu i być może produkcji lub projektów specjalnych z jednego centrum dystrybucyjnego, konsolidacja staje się odrębnym, wyspecjalizowanym etapem procesu.
To ważne, ponieważ nie każde zamówienie wymaga takiego samego traktowania. W klasycznym e-commerce, gdzie dominują przesyłki jedno- lub dwuliniowe, często można przeprowadzić proces niemal liniowo: kompletacja, pakowanie, etykietowanie, wysyłka. Jeżeli nie ma wielopaczkowości i nie trzeba łączyć gabarytu z małogabarytem, temat konsolidacji schodzi na dalszy plan. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy jedna firma obsługuje jednocześnie różne kanały sprzedaży i różne profile zamówień. Wtedy w jednym procesie mogą spotkać się antresole, strefy małogabarytowe, wysokie składowanie, palety, place zewnętrzne i strefy towarów dłużycowych. To już nie jest prosty magazyn. To układ wielostrumieniowy. A w takim środowisku konsolidacja w magazynie przestaje być dodatkiem. Staje się centrum sterowania końcówką procesu.
Warto też zwrócić uwagę na bardzo praktyczny aspekt związany z wyborem nośnika. Jeżeli firma kompletuje małe towary do kuwet, to najczęściej zakłada, że później będzie jeszcze dodatkowa kontrola jakości lub przepakowanie. Kuweta jest wtedy nośnikiem roboczym, stabilnym, powtarzalnym, dobrze współpracującym z automatyką i przenośnikami. Jeżeli natomiast proces jest tak zorganizowany, że towar ma być od razu kompletowany do kartonu finalnego, to logika dalszej konsolidacji wygląda inaczej. W takim wariancie dokładamy zamkniętą jednostkę do innej jednostki, często większej, i przechodzimy w stronę łączenia gotowych opakowań, a nie pracy na otwartych nośnikach roboczych.
To rozróżnienie ma znaczenie, bo wpływa na projekt dalszego procesu. Inaczej wygląda strefa, w której operator konsoliduje zamówienie z palety i zamkniętego kartonu, a inaczej strefa, w której musi jeszcze dobrać odpowiednie opakowanie, przepakować towar z kuwety, ocenić, co powinno być podstawą, a co dodatkiem, a potem dopiero wykonać finalne zabezpieczenie. W dobrze zaprojektowanym magazynie decyzje tego typu nie mogą być pozostawione wyłącznie intuicji operatora. Muszą wynikać z procesu, layoutu i – najlepiej – logiki systemowej.
Jeżeli firma nie ma WMS, sytuacja staje się dużo trudniejsza. Oczywiście możliwe jest ręczne zarządzanie prostszą konsolidacją. Można wykorzystywać dokumenty WZ, oznaczać strefy, odkładać nośniki w określone sektory, tworzyć instrukcje operacyjne i polegać na doświadczeniu operatorów. Problem polega na tym, że taki model działa tylko w ograniczonej skali. Gdy zamówienia zaczynają mieć po kilka nośników, gdy pojawia się potrzeba rozdzielania ich na różne strefy, a potem ponownego składania, ręczne zarządzanie zaczyna się sypać. Część zamówienia leży po jednej stronie, druga po drugiej, brakuje informacji o kompletności, operatorzy szukają brakujących elementów, rośnie zależność od pamięci i od indywidualnych kompetencji ludzi.
Moim zdaniem brak WMS w średniej skali działalności nie jest już wyłącznie ograniczeniem technologicznym. To jest po prostu ograniczenie procesowe. Bez systemu trudno skutecznie zarządzać rozdzielaniem zamówień, identyfikacją nośników, logiką odkładania i synchronizacją pracy różnych stref. To nie znaczy, że bez WMS nic się nie da zrobić. Da się. Ale tylko do pewnego poziomu złożoności. Później koszt ręcznego sterowania procesem rośnie szybciej niż koszt rozsądnie dobranego rozwiązania systemowego.
Trzeba jednak powiedzieć równie wyraźnie, że samo wdrożenie WMS nie rozwiązuje problemu automatycznie. Wiele firm wdraża system, ale nie projektuje konsolidacji jako pełnoprawnej funkcji procesu. W efekcie WMS potrafi świetnie wspierać przyjęcia, składowanie, przesunięcia czy picking, a potem na końcu zostawia operatora z lakonicznym zadaniem „połącz zamówienie”. To za mało.
Dobrze zaprojektowany system powinien wspierać konsolidację w magazynie na kilku poziomach. Po pierwsze, powinien rozdzielać zamówienie na odpowiednie strefy kompletacyjne. Po drugie, powinien potrafić identyfikować wszystkie nośniki związane z danym zamówieniem. Po trzecie, powinien pokazywać status kompletności, tak aby operator wiedział, czy ma już wszystkie elementy, czy jeszcze na coś czeka. Po czwarte, powinien wspierać logikę kolejności działań, zwłaszcza tam, gdzie istotna jest sekwencja łączenia. Po piąte, powinien uwzględniać wykluczenia, czyli sytuacje, w których określone produkty nie mogą być łączone w jednej jednostce transportowej.
To właśnie wykluczenia są obszarem, który bywa niedoceniany. Są branże, w których towarów po prostu nie wolno łączyć ze sobą. Powody mogą być regulacyjne, jakościowe, zapachowe, mechaniczne albo związane z bezpieczeństwem transportu. W praktyce oznacza to, że nawet jeżeli dwa produkty należą do jednego zamówienia, nie powinny wylądować na jednej jednostce wysyłkowej. Bez odpowiedniej logiki systemowej łatwo o błąd, szczególnie przy dużych wolumenach i presji czasu.
Kolejny krytyczny obszar to synchronizacja. W teorii rozdzielenie zamówienia na strefy jest proste. W praktyce każda strefa ma inną dynamikę pracy. Jedna kończy zadanie w kilka minut, druga potrzebuje kilkunastu, trzecia zależy od dostępności sprzętu albo operatora, czwarta ma większą podatność na wyjątki. Efekt jest taki, że elementy jednego zamówienia pojawiają się w różnym czasie. Jeżeli nie zaprojektujemy procesu tak, aby był odporny na tę nierównomierność, bardzo szybko powstaną kolejki, odkładcze „cmentarzyska” nośników i ciągłe pytania: czego jeszcze brakuje, gdzie to leży, kto to ma dowieźć.
To dlatego konsolidacja w magazynie powinna być odporna na brak pełnej synchronizacji czasowej. Nie chodzi o to, aby wymusić idealne spotkanie wszystkich komponentów w tej samej sekundzie. Chodzi o to, aby tak zaprojektować strefę, logikę odkładania i sterowanie zadaniami, żeby brak idealnego timingu nie rozwalał całego procesu.
Jednym z najlepszych rozwiązań jest synchronizacja obszarowa. Jeżeli pierwsza jednostka związana z zamówieniem trafia do określonej sekcji strefy konsolidacji, to kolejne elementy tego zamówienia powinny być kierowane do tej samej sekcji. Dzięki temu operator nie musi szukać wszystkiego po całym magazynie ani przemieszczać się na duże odległości. To drobna zasada, ale jej wpływ na ergonomię, czas i stabilność procesu jest ogromny.
Szczególnie dobrze widać to przy pracy z put wall lub z regałami odstawczymi dla zamówień wielonośnikowych. Gdy ściana sortująca jest długa, a zamówienia rozsiane bez sensownego podziału na sektory, operatorzy tracą mnóstwo czasu na samo przemieszczanie się. Lokalnie wszystko wygląda poprawnie: towar jest przesortowany, sloty się zapełniają, system działa. Globalnie proces jest nieefektywny, bo ludzie po prostu za dużo chodzą. Sekcjonowanie takiej strefy oraz przypisanie jej do konkretnych stanowisk pakowania lub konsolidacji pozwala znacząco skrócić ruch i poprawić przepustowość.
Nie można też zapominać o czymś, co nazywam procesową wiedzą ukrytą. W każdej firmie po pewnym czasie powstają dobre praktyki, które nie zawsze są formalnie zapisane. Operatorzy wiedzą, które zestawy towarów trzeba układać w określonej kolejności. Wiedzą, które produkty lepiej stabilizować paskami, które cornerami, a które wymagają innej podstawy. Wiedzą, że pewnych kombinacji nie wolno budować „na skróty”, bo kończy się to uszkodzeniem. Ta wiedza ma ogromną wartość. Jeżeli wdrażamy WMS albo projektujemy nowy proces, nie wolno jej zgubić. Trzeba ją przełożyć na logikę docelowego rozwiązania.
W praktyce oznacza to, że analiza przedwdrożeniowa nie może kończyć się na mapie stanów magazynowych i podstawowych ruchach towarowych. Powinna schodzić głębiej, aż do poziomu tego, w jaki sposób realnie budowane są jednostki wysyłkowe dla typowych i nietypowych kombinacji zamówień. Jeżeli firma sprzedaje zestawy powtarzalne, można wręcz zdefiniować kierunki konsolidacyjne, czyli wskazać operatorowi, od którego elementu powinien zacząć, co jest bazą, co kolejnym poziomem, a co powinno trafić na wierzch. Taka logika powinna być wspierana systemowo, a nie pozostawiona jedynie doświadczeniu ludzi.
To prowadzi do kolejnego ważnego wniosku: operator konsolidacji nie jest prostym „domykaczem” procesu. To jedna z najbardziej odpowiedzialnych funkcji w magazynie. Ta osoba bardzo często buduje finalną jednostkę, która trafia bezpośrednio do klienta. Jeżeli popełni błąd, to dalej nie ma już zwykle kolejnej kontroli. Można dobrze przyjąć towar, dobrze go składować, dobrze skompletować i źle wysłać. Z punktu widzenia klienta i kosztu reklamacji nie ma wtedy żadnego znaczenia, że wcześniejsze etapy działały poprawnie.
Dlatego właśnie konsolidacja w magazynie powinna być uwzględniona również w KPI. Nie wystarczy mierzyć tylko wydajności kompletacji. Trzeba patrzeć na czas domknięcia zamówienia wielonośnikowego, liczbę błędów konsolidacyjnych, uszkodzenia powstałe na końcu procesu, liczbę nadmiarowych jednostek wysyłkowych, obciążenie strefy i udział zamówień czekających na brakujące komponenty. Bez takich miar trudno zobaczyć, czy problemem jest rzeczywiście zbyt mała liczba ludzi, czy raczej słabo zaprojektowany proces.
Z perspektywy projektowania magazynu powiedziałbym to bardzo jasno: jeżeli w obiekcie występują różne strefy kompletacyjne i istotny udział zamówień wielonośnikowych, strefę konsolidacji trzeba planować od początku, a nie dopisywać na końcu. Trzeba przewidzieć jej pojemność, logikę ruchu, sekcjonowanie, odkładanie, dostępność materiałów opakowaniowych, ergonomię, zasilanie z różnych strumieni i wsparcie systemowe. To nie jest miejsce, które „jakoś się zrobi później”. Jeżeli zrobi się je później, to zwykle oznacza, że zrobi się je źle.
Podsumowując, konsolidacja w magazynie jest jednym z najbardziej strategicznych procesów końcowych w całej logistyce magazynowej. To tutaj łączą się różne światy operacyjne. To tutaj najłatwiej o błędne decyzje, zatory i koszty. To tutaj najczęściej widać, czy projekt procesu był dojrzały. I to właśnie dlatego firmy, które chcą budować naprawdę stabilne operacje, powinny poświęcić temu obszarowi znacznie więcej uwagi niż dotychczas.
Jeżeli ktoś planuje wdrożenie WMS, reorganizację layoutu, rozbudowę automatyki albo po prostu chce poprawić działanie obecnego magazynu, rekomenduję zacząć od kilku prostych pytań. Jakie zamówienia wymagają konsolidacji? Jakie nośniki w tym uczestniczą? Jak przebiega synchronizacja między strefami? Czy pierwsza jednostka determinuje miejsce odkładania kolejnych? Jakie są wykluczenia? Jak wygląda sekwencja łączenia produktów? Czy operator dostaje jasne wskazówki? Czy ograniczyliśmy chodzenie? Czy strefa jest policzona na realny wolumen?
Dopiero odpowiedzi na te pytania pokazują, czy konsolidacja w magazynie została potraktowana jak proces krytyczny, czy tylko jak techniczny epilog. A w dobrze zarządzanej logistyce to właśnie takie „epilogi” bardzo często decydują o końcowym wyniku.

Piotr Susz
LOCURA Consulting
Konsultant logistyczny z ponad 20-letnim doświadczeniem operacyjnym. Specjalizuje się w optymalizacji procesów magazynowych, wdrożeniach WMS i budowaniu systemów premiowania.